Treść artykułu

Człowiek patrzy się w kierunku zachodzącego słońca nad wodą

Pandemia – doświadczenie zmiany?

Jak radzić sobie z izolacją, brakiem kontaktów i utratą dotychczasowego życia? Czy doświadczenie pandemii nauczy nas czegoś, czy zajdą w nas jakieś trwałe, pozytywne zmiany, a może szybko zapomnimy o tym przeżyciu?

Pandemia pokazała prowizoryczność naszego świata. To, co znaliśmy, zmieniło się w ciągu kilkunastu dni. Na chwilę zamarł świat, potem ludzie zmuszeni byli przystosować się do nakazów i obostrzeń podjętych po to, aby minimalizować ryzyko zarażenia koronawirusem. Wielu z nas zaczęło odczuwać dominujące uczucie niepewności – ile osób jest chorych, kto jest zdrowy, a kto zarażony. Rozmyślać o najbliższej przyszłości, kiedy wygaśnie pandemia, czy czeka nas kryzys gospodarczy i ogromne bezrobocie. W myślach zaczyna jawić się ciemność i brak światełka w tunelu.

Izolacja, kontrola, obostrzenia

Pandemia spowodowała, że ludzie musieli w bardzo krótkim czasie nauczyć się żyć inaczej. Izolacja, do jakiej zostali zmuszeni, panujący stan zagrożenia sprawiły, że musieli stworzyć sobie nowe sposoby na przetrwanie tej sytuacji. Ten, kto się przystosuje, nie odczuwa tak wielkiej złości i frustracji.

Doktor Agata Rudnik z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego, która zainicjowała akcję bezpłatnych porad online, mówi, że zgłaszają się do niej osoby z takimi problemami, jak lęk, ataki paniki, problem z doświadczaniem izolacji, organizowaniem sobie czasu podczas odosobnienia.

– W sytuacji pandemii jedyne, co możemy zrobić, to zająć się tym, na co mamy realny wpływ. Wielu jest zmotywowanych do tego, aby znaleźć jakieś inne zajęcie, pracę, zdobyć nowe kwalifikacje. Zdarzają się jednak osoby, które popadają w stan depresyjny i przytłaczający smutek – wskazuje specjalistka z Uniwersytetu Gdańskiego.

Magdalena Pach, psychoterapeutka z Centrum Terapii Dialog, mówi o tym, że ludzie radzą sobie z tym doświadczeniem w dwojaki sposób – jedni czują się świetnie, zniknęła bowiem presja w stosunku do nich polegająca na tym, że muszą być bardzo społeczni, wychodzić, bawić się, rozwijać. Teraz mogą spokojnie przebywać w domu i skupiać się na swoich pasjach i pracy. To zazwyczaj introwertycy, którzy zawsze czuli się dobrze w swoim towarzystwie. Trudniej ma druga grupa tych, którzy traktowali domy jedynie jako sypialnie i ich sensem życia było obcowanie z ludźmi, życie w grupie, poszukiwanie nowych doznań oraz bodźców. Zamknięci w domach przeżywają silną frustrację, złość, swoistą żałobę po utraconym życiu.

– Ludzie w świecie pandemii dostali szansę nauczyć się akceptować to, na co nie mają wpływu, godzić się z tym i żyć dalej. Mogą teraz zmienić tryb życia i być bliżej tych, którzy są dla nas najważniejsi. Często biegnąc pomiędzy kolejnymi zadaniami i obowiązkami, unikamy tego, co może być istotą naszego życia – bliskości z drugim człowiekiem. Taki kryzys może stać się okazją dla społeczeństwa, żeby zatrzymać się i naprawdę żyć zgodnie ze swoimi najważniejszymi potrzebami – a są nimi: bezpieczeństwo, miłość, bliskość, uznanie, szacunek i przynależność – tłumaczy psychoterapeutka z Centrum Terapii Dialog.

Agnieszka Rynowiecka, psychoterapeutka z Centrum Terapii „Otwarta przestrzeń”, wskazuje na inną ważną kwestię. – Śmierć to temat tabu w naszej kulturze, w której ludzie nie umierają, a „odchodzą”. Nie żegnamy już zmarłych przy ich łóżkach, izolujemy dzieci od widoku umierającego, a czasem nawet od uczestnictwa w pogrzebach. Konfrontacja z wirusem, a szczególnie informacje o jego ofiarach, przypominają nam, że jesteśmy krusi, wrażliwi i śmiertelni. Zauważenie własnej kruchości i wrażliwości sprawia, że możemy się pochylić nad sobą i nad bliskimi. Możemy przyznać się do słabości. Jakie to trudne w czasach, gdy „każdy” odnosi sukcesy i dzieli się nimi w mediach społecznościowych. Jako terapeutka wiem, że uznanie swoich słabości i zaakceptowanie ich jest pierwszym krokiem, by rozwinąć się, a następnie zmienić.

Człowiek w geście zwycięstwa podnosi ręceCzasy pandemii spowodowały, że ludzie zostali zmuszeni, aby radzić sobie sami. Zaczęło powstawać wiele inicjatyw społecznych. Często zupełnie nieznane osoby pomagają sobie poprzez różne usługi, np. przekazywanie maseczek ochronnych, zrobienie zakupów czy wyjście z psem na spacer. Mogą na siebie liczyć. Zauważana jest też współodpowiedzialność za innych – nie wychodzę z domu, bo nie chcę, aby wirus się rozprzestrzeniał i inne osoby zachorowały. Polacy w większości podporządkowali się też nakazom izolacji i kolejnym obostrzeniom. Zmieniły się również autorytety, teraz ekspertem nie jest, tak jak wcześniej bywało, Ola z Facebooka, a naukowiec czy lekarz specjalista.

– Okazuje się, że w kontekście zagrożenia najważniejszej dla nas wartości – życia – możemy funkcjonować inaczej, wystarczy przestać traktować innych jak rywali i nie bać się, że inni nas prześcigną. Ważne jest zauważenie realnego zagrożenia, jakim jest utrata tego, co najcenniejsze – zdrowia swojego i bliskich – wskazuje Magdalena Pach.

– W naszym świecie wszystko dzieje się szybko, trudno jest nadążyć za zmianami. W gruncie rzeczy mamy znacznie mniejszy wpływ na to, co nas otacza, niż nam się wydaje. To nie próba kontroli, która nas usztywnia i powoduje wieczną frustrację, jest dobrem, tylko elastyczność i umiejętność dostosowania się do nowych warunków. Tu nie chodzi o to, abyśmy byli lekkomyślni, nieodpowiedzialni, czy sprzeciwiali się regułom i zasadom. Ale o to, byśmy byli uważni na zmiany, przyjmowali je i wyciągali z nich wnioski – dodaje Agnieszka Rynowiecka.

Trwała zmiana czy chwilowa?

Słychać opinie, że konsekwencje izolacji społecznej będą dużo gorsze niż samego koronawirusa. Wiele osób może umrzeć na przewlekłe choroby, m.in. nowotwory, choroby kardiologiczne, bo w wyniku pandemii nie będzie mogło otrzymać właściwego leczenia. Inne konsekwencje izolacji to nadmierny marazm, depresje, poważne problemy psychiczne, a także podejmowane próby samobójcze.

– Z dużą dozą ostrożności podchodzę do tego, czy ludzie zmienią się, kiedy pandemia wygaśnie. Chcę jednak wierzyć, że pozytywne zmiany nastąpią. Na pewno będziemy bardziej doceniać rzeczy, które wcześniej braliśmy za oczywiste – mówi Agata Rudnik.

Podobnego zdania jest Magdalena Pach. – Istnieje duża szansa, że po pandemii świat będzie spokojniejszy i wolniejszy. Ludzie będą dla siebie bardziej życzliwi, uważniejsi na potrzeby swoje i innych. Będzie to świat, w którym ludzie zaczną cenić nie dobra materialne, a to, co teraz jest na wagę złota – czas i uważność na drugiego człowieka. To daje bezpieczeństwo i sprawia, że nie czujemy się samotni we współczesnym – jakże trudnym do życia – świecie.

– Śledząc rozwijające się grupy wsparcia w Internecie, powstające lawinowo, mam głęboką nadzieję, że ludzie nauczą się dawać pomoc, ale też o nią prosić. Koronawirus przypomina nam, że jesteśmy zwierzętami stadnymi, a bezpośredni kontakt i dbałość o relacje są istotnym elementem życia. Czy przypomni nam o tym trwale, czy będzie to tylko krótkotrwała zmiana? Trudno przewidzieć. Pandemia koronawirusa już uczy nas pokory. Czy stanie się lekcją, z której skorzystamy i dzięki niej się rozwiniemy, zależy tylko od nas – uważa Agnieszka Rynowiecka.

Joanna Rodzewicz

 

Fot. Unsplash