Srebrny medal w slalomie dla Michała Gołasia i Kacpra Walasa
Do brązowego medalu, wywalczonego w piątek w slalomie gigancie, w niedzielę, ostatniego dnia XIV Zimowych Igrzysk Paralimpijskich Mediolanie-Cortinie – Michał Gołaś z przewodnikiem Kacprem Walasem dołożyli srebrny medal w slalomie. To pierwsze srebro polskich alpejczyków w historii występów na igrzyskach.
Złoto było o włos. Gołaś i Walas, startujący w grupie zawodników z niepełnosprawnością wzroku, prowadzili po pierwszym, porannym przejeździe. Przed startem w drugim postanowili sobie wmówić, że nie są liderami, ale… zajmują czwarte miejsce. Żeby pojechać tak, aby desperacko walczyć o podium.
Srebro w slalomie, dołożone do brązu w slalomie gigancie, to spektakularny sukces. Żaden z Polaków nigdy nie zdobył na igrzyskach srebra w paranarciarswie alpejskim. Ostatni medal dla Polski na zimowych igrzyskach zdobył w 2018 roku w Pjongczangu, Igor Sikorski – brąz w slalomie gigancie na monoski. A ostatni medal w slalomie – także brązowy – Elżbieta Dadok na igrzyskach paralimpijskich w Innsbrucku w 1988 roku.
Radości nie krył Łukasz Szeliga, prezes Polskiego Komitetu Paralimpijskiego.
– Te dwa medale, które wywalczyli tu Michał z Kacprem, są dla mnie jak dwa złote medale. Bo czekaliśmy na choćby jeden aż osiem lat. To są narodziny gwiazdy, czy też gwiazdorskiego duetu i jestem przekonany, że mają potencjał, żeby zdobyć jeszcze wiele medali. Na pocieszenie, że nie było dziś złota, pomyślmy, jak to srebro zmotywuje chłopaków do walki o złoto za cztery lata na igrzyskach w Alpach Francuskich.
Prezes Szeliga chwalił również sztab kadry paraalpejczyków za przygotowanie do startu na najważniejszej imprezie sportowej.
– Wielkie gratulacje dla trenera Michała Kłusaka i jego ludzi. Gwarantują wspaniały rozwój polskiego paranarciarstwa alpejskiego, co mnie cieszy podwójnie jako byłego alpejczyka – stwierdził.
fot. Bartłomiej Zborowski/Polski Komitet Paralimpijski

